Jak GPS śledzi rekiny i żywność: niekonwencjonalne zastosowania technologii

9

Pentagon nie stworzył globalnego systemu pozycjonowania (GPS), który pomógłby Ci znaleźć najbliższą ciężarówkę z taco. Ta sieć dwudziestu satelitów, opracowana pod koniec lat 70. i w pełni wdrożona w połowie lat 90., była przeznaczona wyłącznie do użytku wojskowego. Departament Obrony USA monitorował sygnał. Następnie otworzył dostęp do systemu. Teraz z tą samą precyzją, która kieruje rakietami, możesz uzyskać szczegółowe wskazówki w telefonie.

Przyjmujemy to za oczywistość. Chip w Twoim smartfonie określa Twoją lokalizację. Oferuje restauracje. Planuje trasy uwzględniając korki. Ale to była tylko podstawowa użyteczność. Prawdziwa zmiana nastąpiła, gdy inżynierowie i przedsiębiorcy przestali patrzeć na mapy i zaczęli analizować wzorce danych.

Sklepy spożywcze korzystają z wózków GPS, aby dokładnie śledzić, gdzie wchodzisz do sklepu. Dokładnie studiują Twoje nawyki. Rolnicy korzystają z tej samej technologii, aby sprawdzić, które obszary ziemi wymagają nawozu. To praktyczne. To opłacalne. Ale to nie są najbardziej szalone zastosowania nawigacji satelitarnej.

Oto niektóre z bardziej niezwykłych sposobów, w jakie ludzkość przywłaszczyła sobie wojskową siatkę pozycjonowania.

10: Zapobieganie atakom rekinów

Można by pomyśleć, że GPS służy tylko do obiektów poruszających się na lądzie lub w powietrzu. To nie działa pod wodą. Tłumienie sygnału zabija sygnały satelitarne w wodzie. Jak więc tropić rekiny? Nie śledzisz bezpośrednio samego rekina. Śledzisz dołączony do niego znacznik.

Naukowcy przyczepiają rekinom specjalne przywieszki. Znaczniki te nie przesyłają ciągłego sygnału GPS, ponieważ w słonej wodzie fale świetlne i radiowe są tłumione. Zamiast tego tag pozostaje pod wodą i rejestruje dane. Kiedy rekin wypłynie na powierzchnię, znacznik wysyła pakiet danych do satelity. Rejestruje pozycję rekina. Rejestruje temperaturę wody. Rejestruje głębokość.

Tworzy to mapę cieplną. Nie ocean, ale zachowanie rekinów. Wiedząc, gdzie rekiny przebywają o określonych porach dnia, władze plażowe mogą przewidzieć obszary wysokiego ryzyka. Mogą zamknąć plaże, zanim zmoczysz palce u nóg. Nie jest to gwarantowana ochrona. To statystyczna siatka bezpieczeństwa.

„Nie śledzimy rekina pod wodą w czasie rzeczywistym. Śledzimy go, gdy wypływa na powierzchnię, aby odwzorować jego ruchy”.

Ta metoda ewoluowała. Wczesne systemy były kłopotliwe. Nowoczesne tagi są mniejsze. Wytrzymują dłużej. Dostarczają dane o wyższej rozdzielczości. Celem nie jest zabijanie rekinów. Celem jest trzymanie ludzi z dala od ich terenów łowieckich. To przybliżone rozwiązanie, ale lepsze niż zgadywanie.

9: Śledzenie stad bydła

Wyobraź sobie utratę stu sztuk bydła w górach. Nie możesz ich zobaczyć. Mieszają się z krzakami. Nie wiesz dokąd poszli. Zadzwoń do szeryfa. Dzwonisz do sąsiadów. Spędzasz trzy dni na poszukiwaniach. Znajdziesz połowę z nich. A co z resztą? Nie ma ich.

Obroże GPS rozwiązują ten problem. Rolnicy umieszczają urządzenie na zwierzęciu. Urządzenie przesypia większość dnia. Budzi się, aby wysłać swoje współrzędne do satelity. Wysyła je z powrotem do tabletu rolnika. Wiesz dokładnie, gdzie jest stado. Można do nich podjechać. Możesz je przenieść.

Nie chodzi tylko o powrót do zdrowia. To kwestia zarządzania. Możesz zobaczyć, jakie pastwiska preferują krowy. Możesz zobaczyć, jak daleko zajdą. Możesz dostosować harmonogram wypasu. To zmienia chaotyczny proces biologiczny w

Strach przed rekinami nie jest niczym nowym. Jest to głęboko zakorzenione w popkulturze od czasu premiery filmu „Szczęki”. Ludzie nadal marzną, gdy woda wydaje się zbyt ciemna. Prawda jest jednak taka, że ​​ataki żarłacza białego są statystycznie rzadkie. Ale statystyki nie zawsze koją nerwy. Dlatego OCEARCH postanowił zastąpić strach danymi.

Wyposażyli prawie 50 dużych rekinów w urządzenia GPS. Teraz wiedzą dokładnie, gdzie w danym momencie znajduje się każde zwierzę. To nie tylko śledzenie ruchów. To jest bezpieczeństwo publiczne w czasie rzeczywistym.

Kiedy rekiny zbliżają się do brzegu

System działa prosto, ale skutecznie. Kiedy rekin z nadajnikiem zbliża się do wybrzeża, ratownicy otrzymują ostrzeżenie. Następnie ratownicy wyciągali ludzi z wody. Jest to bezpośredni związek pomiędzy zachowaniem zwierząt a bezpieczeństwem ludzi. Żadnych domysłów. Bez czekania.

Ale projekt zapewnia coś więcej niż tylko ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa. Naukowcy dowiadują się o zachowaniu rekinów rzeczy, które wcześniej były jedynie teoriami. Na przykład naukowcy uważali, że te drapieżniki wolą zimne wody. Mylili się. Niektóre rekiny migrują latem aż do Zatoki Meksykańskiej. To znacząca zmiana w rozumieniu ich asortymentu i preferencji.

„Nie chodzi tylko o zapewnienie bezpieczeństwa pływaków. Chodzi o zrozumienie, dokąd faktycznie poruszają się te zwierzęta”.

Możesz śledzić te oznaczone rekiny w czasie rzeczywistym na stronie internetowej OCEARCH. To przejrzyste spojrzenie na świat, który zazwyczaj kryje się pod powierzchnią wody. I chociaż strach przed ugryzieniem pozostaje, dane zaczynają zastępować nieznane znanym.

Śledzenie skradzionych leków na receptę

Apteki są priorytetowym celem przestępczości zorganizowanej. Oksykodon szybko trafia na czarny rynek. To uzależnia. Jest bardzo ceniony. Marki takie jak OxyContin to złoty standard dla sprzedawców ulicznych. Złodzieje o tym wiedzą. Szybko i zdecydowanie napadają na apteki.

NYPD postanowiła walczyć z technologią za pomocą technologii. Nie tylko zatrudnili więcej ochroniarzy. Stworzyli pułapkę.

Przynęta GPS w butelce

NYPD opracowała wariację na temat worków z wybuchową farbą. Zwykle takie torby umieszczane są w kasach fiskalnych. Malują pieniądze i złodzieja na jaskrawą czerwień. Jest brudno. To skuteczne. Nie pozwala nam to jednak dowiedzieć się, dokąd poszły skradzione pieniądze.

Opioidy wymagają danych o lokalizacji.

Detektywi zaopatrywali apteki wysokiego ryzyka w podrabiane butelki oksykodonu. Wyglądają jak prawdziwe. W dotyku są prawdziwe. Wewnątrz znajduje się jednak moduł śledzący GPS.

„Oczekujemy, że złodziej i włamywacz zabierze dużo butelek, a wśród nich będzie przynęta” – powiedział w 2013 r. dziennikowi The New York Times główny sekretarz prasowy Paul J. Brown.

To prosta psychologia. Złodzieje kradną wszystko. Nie sprawdzają każdej butelki. Zakładają, że wszystko jest towarem.

Dlaczego to działa

Butelki są ważone. To ma znaczenie. Prawdziwe tabletki mają określoną wagę. Jeśli butelka wydaje się lekka, profesjonalista może ją odłożyć. Te przynęty są ciężkie.

Pukają przy potrząśnięciu. Symuluje to dźwięk tabletek w szklanej butelce. To sztuczka sensoryczna. Złodziej słyszy pukanie. Czuje ten ciężar. Wkłada butelkę do kieszeni.

Gdy tylko butelka opuści sklep, rozpoczyna się gra. Detektywi monitorują sygnał. Śledzą ruchy. Nie chodzi tu tylko o zwrot skradzionego mienia. Chodzi o identyfikację.

Czynnik ryzyka

Strategia ta opiera się na bliskości. Jeśli złodziej ucieknie za daleko lub zniszczy urządzenie, ślad zostaje zatarty. Ale w przypadku większości kradzieży oportunistycznych to działa.

Zmienia to obliczenia przestępcy. Możesz ukraść narkotyk. Ale nie możesz ukryć się przed sygnałem.

8: Mobilny performance

Jak sztuka GPS zmienia ulice miast w płótno

Artysta z Baltimore, Michael Wallace, znany w Internecie jako WallyGPX, traktuje swoje miasto jak gigantyczny Etch-a-Sketch. Nie używa rysika. Korzysta z roweru.

Wallace wyposaża swój rower w urządzenie śledzące GPS i oprogramowanie do mapowania. Rezultatem jest sztuka cyfrowa stworzona przez ten ruch. Opiera się na ścisłej siatce ulic w południowo-wschodnim Baltimore. Aby uzyskać zakrzywione linie, jedzie przez duży lokalny park. Oprogramowanie wyznacza jego trasę na mapie. Miasto staje się środkiem wyrazu.

Jego portfolio obejmuje prace od skomplikowanych po proste. Jednym z jego dzieł był złożony obraz Titanica. Stworzył go z okazji 100. rocznicy katastrofy statku. Kolejna praca poświęcona była Omarowi, bohaterowi serialu HBO „The Wire”. Mieszkańcy Baltimore natychmiast rozpoznają jego profil. Rysuje także prostsze koncepcje, jak np. sceny z gry Angry Birds.

Ta metoda rodzi pytania dotyczące danych o lokalizacji. Gdzie kończy się ten cyfrowy szlak?

Technologia jest prosta, ale wynik jest artystyczny. Podkreśla, jak bardzo nasze codzienne trasy są z góry wyznaczane przez planowanie urbanistyczne. Wallam przełamuje ten schemat. Zamienia rutynowe wycieczki w trwałe cyfrowe zapisy.

W tej pracy nie chodzi tylko o obraz. Chodzi o fizyczny akt jazdy. Wymaga cierpliwości. Siatki ulic nie da się przyspieszyć. Trzeba poczekać, aż ulica pozwoli na wytyczenie linii.

Śledztwo w sprawie sekretnego życia kotów domowych

Dlaczego patrzą na ściany?

W tej części uwaga przenosi się ze sztuki ludzkiej na zachowania zwierząt. Eksploruje ukryty świat kotów domowych. Artykuł prawdopodobnie zagłębia się w instynkty łowieckie, wzorce snu i komunikację głosową.

Ludzie często błędnie interpretują te znaki. Mruczenie kota nie zawsze oznacza satysfakcję. Może sygnalizować ból lub proces gojenia. „Sekret” nie jest magią. To jest biologia.

Zrozumienie zachowań kotów pomaga właścicielom zapewnić lepszą opiekę. Zmienia to nasze postrzeganie ich niezależności. Nie są zawieszone. Po prostu mówią innym językiem.

Dokąd właściwie idą koty, gdy uciekają z domu?

Pytanie, co tak naprawdę robi twój futrzany przyjaciel, gdy drzwi się otwierają, dręczy właścicieli od dziesięcioleci. Teraz wspólne wysiłki Muzeum Nauk Przyrodniczych Karoliny Północnej i Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej są gotowe położyć kres domysłom i rozpocząć śledzenie.

Ich cel? Wyposaż ponad 1000 kotów w nadajniki GPS przymocowane do uprzęży. Badanie rozpocznie się w 2014 r., a rekrutacja uczestników z obszaru Charlotte będzie sięgać aż do Niemiec i Australii. To mnóstwo ogonów wędrujących w poszukiwaniu przygód.

Śledzą coś więcej niż tylko współrzędne. Naukowcy uzupełniają dane GPS próbkami biologicznymi. Konkretnie kocie odchody. Właścicieli zachęca się do zbierania odchodów do analizy. To brzmi obrzydliwie. To naprawdę obrzydliwe. Zapewnia jednak kontekst, którego same satelity nie są w stanie zapewnić.

Kwestia prywatności jest niepokojąca. Aby uniknąć skandalu przypominającego przekroczenie zasięgu NSA, uczestnicy mogą umieszczać swoje koty pod pseudonimami. Żadnych imion. Brak adresów powiązanych bezpośrednio z danymi źródłowymi. Tylko anonimowe modele ruchu.

Dlaczego to jest ważne? Główna hipoteza jest prosta. Koty zabijają ptaki. Mnóstwo ptaków. Mapując szlaki i obszary łowieckie, być może w końcu będziemy w stanie określić ilościowo zagrożenie. Historia pokazuje jednak, że niespodzianki są możliwe. Jeden z brytyjskich programów telewizyjnych wyposażył już koty w znaczniki GPS. Rezultatem było nie tylko polowanie. To była interakcja społeczna. Koty spędzały znaczną ilość czasu w domach innych ludzi. Próbuję ukraść jedzenie. Nie polowanie. Mianowicie, kradnąc.

6: Organizacja poszukiwania skarbów

Prowadzi to do większej możliwości zabawy. Jeśli koty wędrują, dlaczego nie nadać im celu? Poszukiwanie skarbów.

Wyobraź sobie cyfrową smycz. A raczej cyfrowy ślad. Możesz używać technologii do tworzenia gier. Dla kota nie jest to konieczne. Dla osoby.

Przyjrzyjmy się koncepcji geocachingu. Zasadniczo jest to poszukiwanie skarbów w świecie rzeczywistym przy użyciu współrzędnych GPS. Ukrywasz małe pojemniki – skrzynki – w miejscach publicznych. Publikujesz współrzędne w Internecie. Inni ludzie je znajdują. Rejestrują swoje odkrycie. Zostawiają małą pamiątkę dla następnej osoby.

Tu nie chodzi o kota. Chodzi o ciebie. Odzwierciedla to jednak logikę badania. Dlaczego wychodzimy? Gdzie idziemy? Co znajdziemy?

Badanie w Karolinie Północnej traktuje koty jako mobilne czujniki. Zbierają dane o środowisku. Kał. Miejsca. Czas. Możesz zastosować tę samą logikę na swoim własnym podwórku. Lub do swojego miasta.

Zorganizuj własne polowanie. Ukryj smakołyk. Zaznacz lokalizację. Sprawdź, czy Twój kot to znajdzie. Lub sprawdź, czy Twoi znajomi go znajdą.

Technologia jest teraz tania. Sygnały nawigacyjne Bluetooth. Smartfony. Aplikacje. Aby rozpocząć tworzenie map, nie potrzebujesz dotacji od muzeum. Potrzebujesz tylko ciekawego zwierzęcia lub znudzonej osoby.

Koty brytyjskie nie polowały. Porozumiewali się. Ukradli. Odwiedzili sąsiadów. Zbudowali sieć. Twój kot może zrobić to samo. Albo po prostu śpij w słońcu. Lokalizator GPS nie przejmuje się tym. Po prostu rejestruje dane.

Co pokażą Twoje dane?

Można to nazwać najdroższą grą w chowanego na świecie. Albo po prostu wyjątkowo agresywne geocaching.

Od początku XXI wieku entuzjaści GPS zamienili nawigację w sport. Ukrywają pudełka. Co jest w środku? Monety pamiątkowe. Plastikowe dinozaury. Wszystko, co zmieści się w wodoodpornym pojemniku. Sekretem nie jest ukrycie, ale opublikowanie współrzędnych.

Strony takie jak Geocaching.com działają jak platforma. Znajdujesz mapę. Idziesz na miejsce. Kopiesz. Albo szukasz. Lub sprawdzasz pod kamieniem, który można łatwo przesunąć.

Niektóre przeszukania odbywają się w parkach. Inne ukryte są w miejskich zaułkach lub na podmiejskich podwórkach. Geografia nie jest tak ważna jak sygnał.

Hobbyści korzystają z telefonów. iPady są również odpowiednie, jeśli masz dobrą siłę sygnału. Ale poważni gracze? Wydają setki. A może tysiące. Do przenośnych urządzeń GPS.

Po co? Dokładność.

GPS w telefonie „pływa”. Domyśla się. Dedykowane urządzenie przechwytuje sygnał. Wie dokładnie, gdzie jesteś. Jeśli oddalisz się o dziesięć stóp, możesz przegapić pamięć podręczną ukrytą pod systemem root. Precyzja ma znaczenie, gdy nagroda jest ukryta na widoku.

5: Śledź swój codzienny bieg na statku wycieczkowym

Bieganie na ruchomej platformie to dziwna fizyka. Idziesz do przodu. Statek płynie do przodu. Ziemia wiruje pod tobą. Większość aplikacji nie radzi sobie z obliczeniami wektorowymi niezbędnymi do śledzenia biegacza na pokładzie, który stale zmienia szerokość geograficzną.

Standardowi trenerzy fitness zakładają, że stoisz na solidnym gruncie. Kiedy jesteś na rejsie, ląd staje się pojęciem względnym.

Prawdopodobnie widziałeś ogromne mapy AIS przedstawiające kontenerowce dryfujące po Pacyfiku. Łatwo założyć, że śledzenie GPS do użytku osobistego to tylko niszowe hobby dla żeglarzy. Ale co się stanie, gdy spróbujesz odwzorować swój ruch, pozostając nieruchomo względem ziemi, ale poruszając się z prędkością 20 węzłów względem wody?

Odpowiedzią jest zwykle chaos.

Wszystko zaczęło się od dziwnego eksperymentu w 2011 roku. DC Rainmaker, znany triatlonista i bloger technologiczny, przebywał w podróży poślubnej na statku wycieczkowym. Nie chciał po prostu zjeść jedzenia z bufetu. Chciał wiedzieć, czy jego codzienne bieganie po pokładzie statku będzie widoczne na mapie jako idealne koło.

To jest problem. Tor na statku ma okrągły kształt. Dziesięć okrążeń to jedna mila. Dość proste.

Ale statek nie stoi w miejscu. Płynie przez ocean.

Zaklinacz Deszczu postanowił przebiec trzy mile. Wziął do ręki zegarek Garmina. Później przetwarzał dane w Mapach Google. Rezultatem nie był zamknięty okrąg, ale falista, wężowa linia. Wyglądało, jakby pełzał zygzakiem po dnie morskim.

Matematyka jest trudna, ale prosta. Twoja prędkość na zegarze to prędkość biegowa plus prędkość statku do przodu.

Żartował z wyniku. Właśnie ustanowił nowy rekord życiowy na 10 km. Czas? 26 minut i 12 sekund. Tempo na światowym poziomie. Na poruszającej się łodzi.

GPS nie wiedział, że biegł w kółko. Wiedział tylko, że kieruje się na północ. Albo południe. Albo w kierunku, w którym zmierzał statek. Sygnał dodawał dynamiki każdemu krokowi statku.

To nie tylko zabawny fakt. Ujawnia to zasadniczą wadę sposobu, w jaki korzystamy z usług lokalizacyjnych dla konsumentów.

Większość ludzi uważa, że ​​GPS informuje gdzie jesteś. Nie bardzo. Pokazuje gdzie według sygnału jesteś w porównaniu z satelitami, które zakładają, że jesteś nieruchomy lub poruszasz się po płaskiej powierzchni.

Kiedy jesteś na statku wycieczkowym, powierzchnia nie jest płaska. Jest zakrzywiony. I ona się porusza.

Falista linia, którą widzisz na mapie, to suma wektorów. Twoja prędkość plus prędkość statku. Kierunek stale się zmienia w miarę obracania się statku. Jeśli statek skręci w lewo, Twój ślad GPS zakręci się w prawo. To lustrzane odbicie toru statku.

Ma to konsekwencje dla każdego, kto próbuje śledzić ruch w dynamicznym środowisku.

Dotyczy to turystów w jadącym pociągu. Dotyczy to kierowców promów. Dotyczy to każdego, kto próbuje zarejestrować „przebytą odległość”, podczas gdy grunt pod nimi przesuwa się.

Najważniejszym wnioskiem nie jest to, że GPS jest zepsuty. Chodzi o to, że GPS mierzy przemieszczenie, a nie siłę.

Jeśli przebiegniesz milę na bieżni, pozostaniesz w miejscu. GPS nic nie zobaczy. Jeśli przebiegniesz milę na pokładzie, pokonasz mile w kosmosie. GPS wszystko zobaczy.

„Dziwny falisty kształt” nie jest błędem. Jest to zapis ruchu w ruchomym układzie odniesienia.

A to dowodzi, że Twój zegarek nie rozróżnia sprintu od pływania.

„Właśnie ustanowiłem nowy osobisty rekord [PR] na 16 kilometrów w czasie 26 minut i 12 sekund”.

3: Nawigacja samochodami autonomicznymi

Postać Kevina Bacona w „Śniadaniu” podjęła niezapomnianą, choć desperacką próbę zastąpienia skradzionego Dzieciątka Jezus. Teraz ta scena wydaje się zabawna. To musiało być wtedy przerażające. Pomysł wspinania się do żłóbka, aby chronić dziecko, to ten rodzaj kinowego absurdu, który wolimy trzymać na ekranie.

Na szczęście prawdziwe życie przerosło ten poziom improwizacji.

Od 2005 roku rozwiązuje ten problem nowojorska firma Brickhouse Security. Firma bezpłatnie dostarcza urządzenia śledzące GPS kościołom i związkom wyznaniowym. Cel jest prosty: jeśli figurka zniknie ze żłóbka, system zareaguje.

Wysyła właścicielowi SMS-a lub e-mail. Wysyła także sygnał. Policja może wykorzystać ten sygnał do znalezienia złodziei. To nie magia. To po prostu niezawodny sprzęt, który spełnia swoje zadanie.

Jak śledzenie GPS pomaga znaleźć skradzione aktywa

Technologia tych urządzeń jest prosta, ale skuteczna. Większość nowoczesnych urządzeń wykorzystuje śledzenie GPS do określania danych o lokalizacji. Różni się to od starszych metod, które opierały się na triangulacji między wieżami komórkowymi, co często było niedokładne w środowiskach miejskich.

Dlaczego jest to ważne dla instytucji religijnych?

Miejsca te są przestrzeniami publicznymi o dużym natężeniu ruchu. Oni też są celami. Złodzieje często szukają łatwego celu. Aranżacja świąteczna jest widoczna, przystępna i ma wartość sentymentalną. Niektórzy złodzieje kradną cały zestaw. Inni celowo selekcjonują poszczególne elementy.

Urządzenia śledzące GPS zmieniają zasady gry. Zamieniają statyczny obiekt w możliwy do śledzenia zasób.

Godne uwagi w podejściu Brickhouse Security jest to, że rozdają te urządzenia za darmo. To obniża barierę wejścia. Małe kościoły, które mogą nie mieć budżetu na IT, nadal mogą chronić swoje aktywa.

Rola alertów w czasie rzeczywistym

Gdy urządzenie wykryje ruch lub sabotaż, uruchamia alarm. To jest system powiadamiania w czasie rzeczywistym.

  1. Czujnik wykrywa przemieszczenie.
  2. Moduł GPS wysyła współrzędne.
  3. Powiadomienie wysyłane jest za pomocą wiadomości SMS lub e-mail.

Ta prędkość jest krytyczna. W scenie z filmu „Lunch” postać grana przez Kevina Bacona odkrywa kradzież zaledwie kilka godzin później. Nie ma danych. Nie ma po nim śladu. Ma jedynie swoje własne ciało jako substytut.

Dzięki GPS możliwości odzyskania mienia są znacznie szersze. Policja nie musi zaczynać od zera. Dostają punkt wyjścia.

Ograniczenia i czynnik ludzki

Technologia nie jest panaceum. Sygnały GPS mogą być blokowane.

  • Lokalizacje podziemne.
  • Gęste kaniony miejskie.
  • Celowe zakłócanie sygnału.

Jednak większość kradzieży ma miejsce w jasnym świetle dziennym lub w obszarach z dobrym widokiem na niebo. Wskaźnik sukcesu jest wystarczająco wysoki, aby odstraszyć przypadkowych złodziei.

Czynnik ludzki pozostaje ważny. Ktoś musi zobaczyć alert. Ktoś musi działać. Brickhouse Security zapewnia takie narzędzie. Kościół daje odpowiedź.

Dzięki partnerstwu sprzętu i czujności człowieka system działa. Tu nie chodzi o wymianę strażników. Chodzi o to, żeby zapewnić im lepsze oczy.

Przyszłe implikacje dla ochrony aktywów

W miarę udoskonalania technologii śledzenia poprawiają się także ich zastosowania.

Widzimy to w śledzeniu pojazdów dla flot. Widzimy to w ochronie przedmiotów o wysokiej wartości dla muzeów. Te same zasady odnoszą się do instytucji religijnych.

W przypadku wielu organizacji bariera kosztowa została wyeliminowana. To demokratyzuje bezpieczeństwo.

Ale jest jedno zastrzeżenie.

Od lat ludzie marzyli o samochodach autonomicznych. Największym wyzwaniem zawsze było bezpieczeństwo. Jak bezpiecznie jeździć po ruchliwych drogach? Google zaczął poważnie podchodzić do tego problemu w 2014 roku. Połączył GPS, czujniki i kamery.

GPS śledzi lokalizację, prędkość i kierunek. Wie, dokąd powinien jechać samochód. Laser na dachu tworzy trójwymiarową mapę otaczających obiektów. Pomaga to wykryć zagrożenia. Kamery monitorują sygnalizację świetlną i znaki drogowe.

Było jedno istotne ograniczenie. Samochód działał tylko na drogach szczegółowo zmapowanych przez Google. Ograniczenie dotyczyło także prędkości. Samochód nie mógł jechać szybciej niż 25 mil na godzinę. Ta niska prędkość umożliwiła czujnikom skanowanie wszystkiego wokół nich.

Projekt „Demencja”

Dlaczego Google anulował projekt Dementia Project

Google wypróbowało inny projekt. Śledził osoby cierpiące na demencję. Celem było zapewnienie im bezpieczeństwa. Użytkownicy umieścili małe urządzenie w kieszeni. Śledziło ich lokalizację.

Aplikacja wysyłała ostrzeżenia, jeśli dana osoba opuściła bezpieczną strefę. Ostrzegał również, jeśli dana osoba zawędrowała za daleko. Członkowie rodziny otrzymali te powiadomienia.

Google zakończył projekt w 2017 roku. Firma wskazała na zmianę priorytetów. Firma przeszła do innych projektów z zakresu sztucznej inteligencji. Aplikacja nie jest już dostępna.

Jak to działało

Urządzenie było proste. Używał GPS. Korzystał także z Wi-Fi i danych komórkowych. Pomogło to w dokładnym ustaleniu lokalizacji. Aplikacja utworzyła „geofence”. To są wirtualne granice.

Jeżeli dana osoba przekroczyła granicę, system wysłał powiadomienie. Mogła wysłać wiele alertów. Członkowie rodziny mogą dostosować czułość.

Dlaczego projekt się nie powiódł

Projekt napotkał problemy. Niektórzy uznali to za naruszenie prywatności. Inni martwili się o dokładność. Technologia nie była doskonała. Mogła stracić sygnał w pomieszczeniu.

Google zdecydował, że wysiłek nie był tego wart. Skupili się na innych obszarach. Aplikacja zniknęła ze sklepów.

Aktualne alternatywy

Inne firmy oferują obecnie podobne usługi. Niektórzy skupiają się na potrzebach medycznych. Inne służą ogólnemu bezpieczeństwu. Rynek się zmienił.

Wczesne prace Google utorowały drogę. Ale zajęli się innymi zadaniami. Ich samochody autonomiczne stały się bardziej wyrafinowane. Projekt Dementia zniknął.

Dziedzictwo

Wczesne eksperymenty Google wiele ich nauczyły. Dowiedzieli się o czujnikach. Dowiedzieli się o zaufaniu użytkowników. Samochody autonomiczne ewoluowały. Stali się bardziej niezależni.

Projekt Dementia zniknął. Ale pomysł pozostał. Śledzenie ze względów bezpieczeństwa to złożony temat. Technologia może pomóc. Może również wyrządzić krzywdę.

Co stało się później

Samochody Google nadal się udoskonalają. Usunęli bezpieczne sterowniki. Testowano je w większej liczbie miast. Zwiększono dopuszczalną prędkość. Poprawiła się jakość mapowania.

Firma w dalszym ciągu dba o bezpieczeństwo. Ale ich metody się zmieniły. W mniejszym stopniu polegają na niskich prędkościach. Wykorzystują więcej danych.

Przejście z 25 mil na godzinę na wyższe prędkości pokazuje postęp. To pokazuje, jak daleko zaszli. Droga przed nami jest jeszcze długa. Ale poruszają się szybciej.

Wniosek

Ostatnia dekada zmieniła wszystko. Przeszliśmy od marzeń do rzeczywistości. Technologia już tu jest. Nie są doskonali. Ale poprawiają się.

W przyszłości możemy spodziewać się większej liczby projektów związanych z bezpieczeństwem. Różne firmy będą próbowały. Niektórym się to uda. Niektórzy poniosą porażkę.

Taka jest natura innowacji. Nadal posuwamy się do przodu. Droga jest zawsze otwarta.

Zmiany demograficzne są niezaprzeczalne. W miarę starzenia się populacji Stanów Zjednoczonych równolegle rośnie częstość występowania choroby Alzheimera i innych form demencji. Dla opiekunów oznacza to zwiększone obciążenie polegające na monitorowaniu pacjentów ze skłonnością do błąkania się. Istnieje jednak rozwiązanie technologiczne, które nie opiera się na ograniczeniach fizycznych ani stałym monitoringu wizualnym. Pochodzi z nieoczekiwanego źródła: butów.

Jak działają GPS SmartSoles

Opracowane w ramach współpracy producenta obuwia Aetrex i firmy technologicznej GTX, nie są to zwykłe wkładki. Są to wyrafinowane urządzenia śledzące wbudowane bezpośrednio w podeszwę buta. Koncepcja jest prosta, ale pomysłowa. Ukrywając technologię w przedmiocie, który pacjent nosi na co dzień, eliminuje się piętno i opór często związany z noszeniem nieporęcznego trackera na nadgarstku lub szyi.

GPS SmartSoles wahały się od 200 do 300 dolarów za parę. Choć może się to wydawać wysoką ceną wkładek, koszt odzwierciedla specjalną integrację sprzętu i oprogramowania wymaganą do ich funkcjonowania. Pierwotnie miały one ukazać się latem 2014 roku.

Funkcjonalność jest prosta. Opiekunowie mogą w dowolnym momencie zapytać system o dokładną lokalizację użytkownika. Ale prawdziwym ubezpieczeniem jest geofencing. Użytkownicy mogą ustawiać wirtualne granice wokół swojego domu lub okolicy. Jeśli pacjent wyjdzie poza wyznaczony obszar, natychmiast włącza się alarm. Dzięki temu możesz szybko reagować, nie wiedząc kiedy zaczęła się wędrówka, a jedynie wiedzieć, że do niej doszło.

Przejście na technologie antykoncepcyjne

1: Antykoncepcja i zapobieganie chorobom przenoszonym drogą płciową

Urzędnicy zajmujący się zdrowiem publicznym na całym świecie mają ten sam cel: dostarczyć prezerwatywy w ręce nastolatków. Wiedzą, że to działa. Zapobiega to niechcianym ciążom. Zapobiega to chorobom przenoszonym drogą płciową. Znają też jedną niezaprzeczalną prawdę. Młodzi ludzie nigdy nie wyjmują telefonów z kieszeni.

Logika podpowiada, że ​​musimy się z nimi spotkać tam, gdzie się znajdują. Aplikacje obsługujące GPS.

Kent w Anglii przyjął to podejście dość wcześnie. W 2012 roku uruchomili aplikację Kent C Card na iPhone’a. Aplikacja nie tylko śledzi lokalizację. Kieruje miejscową młodzież do pobliskich przychodni. Można tam dostać prezerwatywy. Można tam uzyskać porady dotyczące zagadnień związanych ze zdrowiem seksualnym. To proste. To praktyczne.

Dlaczego lokalizacja ma znaczenie dla zdrowia nastolatków

Dlaczego urzędnicy tak aktywnie promują rozwiązania cyfrowe? Ponieważ tradycyjne metody często nie docierają do grup demograficznych, które ich najbardziej potrzebują. Nastolatki nie przychodzą do klinik bez odrobiny zachęty. Takim bodźcem jest mapa na ekranie.

Aplikacja kojarzy urządzenie z zasobami fizycznymi. Usuwa bariery w szukaniu pomocy. szukasz. Idź. Otrzymujesz ochronę, której potrzebujesz. Żadnego wyroku. Tylko logistyka.

Inne regiony zaobserwowały tę prawidłowość. Sukces w Kent udowodnił, że technologia może wypełnić lukę między celami w zakresie zdrowia publicznego a zachowaniami nastolatków. Zmienia Twój smartfon z urządzenia rozpraszającego w narzędzie bezpieczeństwa.

Strategia ta opiera się na zaufaniu. Nastolatki muszą mieć wiarę w dokładność danych. Muszą mieć pewność, że klinika jest bezpieczna. Aplikacja nie może zmusić ich do przejścia przez drzwi. Może jedynie wskazać drogę.

„Kieruje miejscowych nastolatków do pobliskich klinik, gdzie mogą otrzymać zarówno prezerwatywy, jak i porady, jak zachować zdrowie seksualne”.

Podstawowym założeniem jest to, że dostępność napędza wykorzystanie. Jeśli klinika jest oddalona o pięć mil, możesz zostać w domu. Jeśli aplikacja informuje, że jest tuż za rogiem, możesz zaczynać. Odległość jest coraz krótsza. Bariera maleje.

Nie chodzi tylko o ratowanie życia. Chodzi o spotkanie młodych ludzi na ich własnych warunkach. Żyją w przestrzeni cyfrowej. Tam też powinny istnieć inicjatywy zdrowotne.